Refleksja na każdą porę roku – Mateusz Cembala

mateusz

Witajcie!

 

Wakacje mają już to do siebie, że przebiegają pod hasłem tych wszystkich miłych rzeczy: plażingu, smażingu i podobnych klimatów. Doświadczyliście tego już? Bo jak tak! Ale leżąc kolejny dzień na jednej z bałkańskich plaż, nagle poczułem nieodpartą chęć, aby wsiąść na rower i przejechać kilkadziesiąt kilometrów.” A przy okazji przypomniała mi się historia pewnego chłopaka, posłuchajcie. Zasłyszana niegdyś daje do myślenia – nie tylko w letnie piękne dni wakacji. Pozostaje uniwersalna i ważna dla każdego z nas. 

Bohater tej historii, będąc w szkole średniej (a szkoła średnia to przecież okres buntowniczy), wszedł w nieciekawe towarzystwo: alkohol, narkotyki i każdy dzień na tzw. „haju”. Rodzice przerażeni, bezradni, nie wiedzą, co robić… Ale któregoś dnia (a właściwie ranka), gdy nasz bohater – jak zawsze: wczorajszy – wracał z imprezy, zaczepił go pewien mężczyzna. Powiedział: „Przyjdź do mnie w sobotę rano. Coś ci pokażę”. 

13729169_166556897089834_4568743062331324495_n

Sobota. Chłopak zdecydował się na pójście do mężczyzny – wiedziony czy to ciekawością czy zwyczajnie – nudą – a ten wyciągnął dwa rowery szosowe i zaprosił do wspólnej przejażdżki. Co się stało? Ano chłopak niespodziewanie dla siebie samego poczuł coś, czego dawno nie czuł: miły rodzaj fizycznego zmęczenia, świadomość pulsujących mięśni, głęboką radość.

Po powrocie do domu odgrzebał swój stary rower MTB, podreperował, wyczyścił, spojrzał na niego z zadowoleniem i pomyślał: „Koniec z bycia martwym dla świata. Ruszam w trasę”.

Zaczął od krótkich dystansów, po których oczywiście miał zadyszkę (ba! żeby tylko). Potem były dłuższe trasy, jeszcze dłuższe, ciało hartowało się, aż w końcu złapał rowerowego bakcyla. Wierzcie lub nie: nasz bohater skończył z hulaszczym trybem życia, zapomniał, co to są narkotyki. Wybrał lepsze życie!

Historia banalna, prawda? Może i banalna, ale wiem za to jedno: duch sportu zawsze wyciąga rękę do drugiego człowieka. Nie tylko domaga się rywalizacji, bo przecież nie o nią tu chodzi, ale powoduje, że człowiek pokonuje swoje słabości, staje się lepszy, a przy okazji wysyła dobrą energię w świat.

Wspominam tego chłopaka również dlatego, że później pomógł mi usprawnić mój rower i podzielił się ze mną rowerową wiedzą, która stała się prawdziwą inspiracją. Świat kolarski ma to do siebie, że otwiera się na innych, przygarnia do swojego peletonu, pokazuje uroki życia i zaświadcza o tym, że karma zawsze wraca. Ale to na pewno wiecie, prawda?

Tymczasem znowu odczuwam chęć przejechania kilkudziesięciu kilometrów. Do zobaczenia zatem gdzieś na szosie, ahoj!

Mateusz

 

Komentarze