Bieganie nie jest jak omlet czyli o co chodzi z tym bieganiem?

O co chodzi z tym bieganiem?

Ta krótka opowiastka nie będzie stanowiła żadnego novum, nie będzie ani odkryciem świata, ani Ameryki (której odkrycie autorstwa Kolumba zaczęto nawet nieco kwestionować). Dla Was – wielu niezwykle mocnych, ambitnych i głodnych wrażeń sportowców (których postawa i osiągnięcia to wspaniała motywacja i przykład – „można, da się, trzeba”, a w dalszej kolejności: może i ja spróbuję?) ten tekst może nawet nie być wystarczająco dobry, aby wypić wraz z nim kawę. A jednak powstał, zatem jest, zatem zapraszam do zapoznania się z luźną, ale nie luzacką (bo luzacko – w kwestii biegania nie jest ni trochę) opowiastkę o tym jak to jest, jak było i dlaczego warto powiedzieć: co będzie. Bo chcę więcej, chce mocniej, chce jeszcze!

Mam nadzieję, że uda mi się zaprosić do tej przygody tych, którzy jak ja zaczęli z poziomu zero i ledwo co wyleźli (w domyśle: żywi). Kurcze, lubię to i w końcu mogę powiedzieć coś naprawdę od siebie i naprawdę od serca. Chciałabym też kiedyś, kiedyś powiedzieć, jak dzieci z którymi pracuję: eee, łatwizna, eee, bułka z masłem orzechowym! A póki co – cześć i czołem, pisaniowe spotkanie z bieganiem na szczycie number one!

Oczywiście Wy (znów w domyśle – sportowcy, cudni amatorzy i cudni profesjonaliści) macie swoje historie, a na obecnym etapie ta może wydać się śmieszna. Wy połykacie triathlony, Wasza walka jest piękna, bo każdorazowo wygrywacie nie tylko z dystansem i pogodą, ale przede wszystkim z głową. Przepis na bieganie (niby tak, może tak, a może nie?) jest w zasadzie dla każdego taki sam. Na omlet również. Nigdy nie zdarzyło mi się zrobić omleta, który smakowałby tak samo jak ten przedwczorajszy.

Oczywiście może jest to kwestia, że kucharka ze mnie żadna. Przeczytałam już sporo o tym jak być dobrym kucharzem i jak być dobrym biegaczem – recepty można zakupić w kiosku za dyszkę. Całe szczęście bycie kucharzem w większym stopniu to zasługa talentu i chęci, a bieganie (jak dla mnie) – chęci i pracy do kwadratu. Dlatego również uniwersalne i przecież mądre porady i recepta na to jak zostać dobrym biegaczem ustąpiła temu, żeby w ogóle zacząć biegać, aby zbliżyć się do tego, żeby truchtać, maszerować, przebierać nóżkami, regularnie, ochoczo, a jeśli nawet nie ochoczo – nie rezygnować. Do biegania takiego wiecie,  że się jak łania sunie, że pozycja taka piękna i postawa taka dostojna – daleko. Nie będzie to zatem subiektywny tekst o biegaczach, a o biegających (i niechaj będzie to ukłon w stronę tych pierwszych).

11800201_10207148469940593_7806648534732123956_n

Ptak lata, ryba pływa, a człowiek biega – niby normalka. Okazuje się jednak (na licznych przykładach stwierdzono i kropka), że naturalne wykorzystanie dwóch kończyn dolnych w postaci bie-ga-nia nie jest ani trochę łatwe, ani – na początku – przyjemne. Ile wytrzymasz, kiedy po kilkunastu latach życia postanawiasz: oto jestem, nogi mam – biegać będę? Na ile starczy Ci siły, oddechu i determinacji? Jakiej determinacji – przecież jestem na etapie umierania, kiedy nogi mnie niosły przez 30 metrów od słupa do słupa! Po kilometrze postanawiasz umrzeć bezwzględnie, bez wymówek, już. Ewentualnie – w nagrodę za to poświęcenie, które dziś ci się przydarzyło postanawiasz zjeść coś, co z pewnością zjeść byś mógł po nieco (gdzie nieco to żart) dłuższym dystansie. Okazało się, że buty biegowe, które miały biegać same wymagają od ciebie jednak trochę więcej pracy, endoróżnegorodzajuprogramy zarejestrowały nie tylko dość krótki jak na pierwszy raz dystans i – o zgrozo – pokazały, że według pomiaru tętna powinno cię już nie być wśród żywych. Lekcja pokazowa biegania, którą ty – aktor – odegrać miałeś sam przed sobą snując wspaniałe wizje ciebie jako tygrysa wśród biegaczy tym razem nie wypaliła. Kurtyna – siup! Blamaż, zgroza, spustoszenie!

14067696_10210237139115392_8737296069042039992_n

Można się z tego śmiać, można płakać. Każdy miał swoje początki i nie każdy zaczął dziesięć czy pięć lat temu. Niektórzy nie zaczną nigdy i to największe przewinienie. Może wybrali sobie za towarzysza inny sport, a może nie zdołali się z żadnym zaprzyjaźnić. Bieganie – kiedy dłużej je znasz, kiedy zdołasz znaleźć z nim „wspólny język” może być Twoim najlepszym kumplem. Piwa się z nim nie napijesz, ale pomaga zredukować stres, pozwala wrzucić dres, daje ci możliwość pogawędki z samym sobą (hey, you! Nie wymiękaj!) i wymianę uśmiechu z innymi biegającymi. Wiele osób, które znam twierdzi, że bieganie jest nudne jak flaki z olejem. Tego nie znam. Podczas biegania ani razu się nie nudziłam! W głowie pojawiało się wiele różnych myśli (które nie zawsze miały kolor fiołków na łące), czasem śpiewam (to chyba całkiem nieźle), czasem używam słów, które nie wypada w pracy, czy kobiecie – no wiecie.

A, i widoki piękne takie – jako wartość dodana tego, że biega się, ale jeszcze nie sunie 🙂

1230076_10201795314435051_1714778216_n

Ale o co chodzi z tym bieganiem?

CDN.

Jadwiga Bryś

Komentarze