Taki sobie… DIABLACZEK!

unnamed

Napiszę szybko i na temat. W ostatnią niedzielę tj. 19.06.2016 r. wystartowałem na dystansie iron man (i to w górach) hmmmmale jaja, dopiero w środę tak naprawdę zdałem sobie sprawę z tego, że to był dystans IM, co więcej już w poniedziałek po starcie byłem w stanie normalnie się poruszać i funkcjonować – co jeszcze cofnęło świadomość, że był to właśnie taki dystans – 4 km pływania, 180 km rower i 44 km bieg (po górach!! – dalej jestem w szoku – zwłaszcza mając w pamięci swój pierwszy start na dystansie IM – po którym umierałem).

Ale po kolei.

Bałem się tego startu, dawno się tak nie stresowałem, chyba dlatego, że wiedziałem jak to może boleć 🙂 Sobotę poświęciłem na rozpoznanie trasy, wstawienie roweru do boksu, przygotowanie napojów, jedzenia, odprawa techniczna, i omówienie szczegółów pomocy przez support w składzie: Ariadna Zawada, Tomek Wójcik, Rafał Grzywacz i oczywiście cała rzesza kibiców przed komputerami (tracking zrobił robotę), szybkie spanie, a raczej leżenie i pora wstawać na start.

Start.

Co tam pływanko blisko 4 km – zawody rozpoczęły się bardzo fajnie – ze środka jeziora każdy zawodnik podtrzymywał statek co by nie zatonął :), a tak na poważnie start ze środka jeziora, trasa środkiem jeziora w jedną stronę – całkiem przyjemnie – trochę kraulem trochę grzbietem(no co? Ręce mnie bolały) szybkie wyjście z wody (szybkie bo po niecałej godzinie :p), płynąłem spokojnie wiedząc, że przede mną jeszcze kilka godzin wysiłku.

13445441_1302884413078226_6037790763615969898_n

Rower.

Oj to chyba był najcięższy odcinek z całego startu, pierwsze km nie wiem po czym (chyba po pływaniu), ale nogi jak z waty lub jak z kamienia, sam nie wiem – w każdym razie nie chciały się kręcić jak na nie przystało, już po 30 min później było ok, no prawie bo jakoś po 45 min zgubiłem trasę – około 20 min w plecy – a cozawsze lepiej zrobić więcej niż mniej – wyszło 192 km. Pierwsza pętla jakoś minęła bez większych problemów, świetnie ustawiona Ariadna z napojami i dodatkowym jedzeniem, problemy zaczęły się na pętli drugiej, drugi podjazd pod Salmopol – masakra, kryzys i jeszcze raz masakra, a przede mną jeszcze 2 ciężkie góry, zameczekjakoś minął, ale Koniaków bolał okropnieale wjechałemi nawet dojechałem do końca odcinka kolarskiego, a po drodze jeszcze wyprzedziłem czwartego zawodnika 🙂

13445811_1200575826628761_9153906295641882402_n

Oj w Żywcu miałem dość tego roweru, a o bieganiu nie chciałem nawet myśleć.

Bieganie.

Fajnie – naprawdę fajnie to bieganie poszło – trwało blisko 7 godzin i jakieś tam kryzysy były, ale dało satysfakcję.

Faktem jest, że na tym odcinku bardzo pomógł mi Tomek Wójcik i bez niego byłoby bardzo ciężko za co dziękuję serdecznie Tomku. I… pepsi na 6 km przed metą od mojej Żony i jej radosne podskakiwanie dało kolejnego kopa przed ostatnim najtrudniejszym odcinkiem… Meta… 3 miejsce, radość i zmęczenie, które towarzyszyło od samego rana i muszę przyznać, że mam niesamowitą żonę ostatni odcinek podążała za mną jak cień nie pozwalając zwolnić – dziękuję!!!

Hmmmmm …… nogi bolą jak s.. (znaczy bardzo) drapię się po głowie na szczycie Babiej i zastanawiam jak teraz zejść? Bo żeby było śmieszniej do schroniska jest godzina marszu po schodach .. tego odcinka obawiałem się najbardziej od samego początku.

Polecam Diablaka w całości i na poszczególnych odcinkach osobno – super przygoda.

Dziękuję wszystkim za pomoc, wsparcie i wiarę do końca – wiedząc że jesteście ze mną nie mogłem sobie pozwolić na odpuszczenie. DZIĘKUJĘ !!!

fot. Ariadna Zawada

13434839_828304750637162_4492633397703162266_n

13511499_1126457697413336_120612669_n

fot.Wojtka: https://www.facebook.com/fotografikas.basia/photos/a.472003413009551.1073742075.145856345624261/472005073009385/?type=3&theater – pstrykawka.pl

fot. Łukasz Dyguś

Komentarze