Ludzie: Złote środki sportowca czyli o balansie i harmonii

Z każdej strony dobiegają cię głosy i hasła o tym, że życie bez pasji jest do niczego, że konieczne jest posiadanie unikalnej sfery życia, która umożliwia ci samorealizację i swojego rodzaju azyl. Pasja lub miejsce, do którego możesz uciec, kiedy przytłacza cię praca zawodowa, problemy dnia codziennego, natłok obowiązków i tak dalej…

Z czasem azyl ten lub podejmowana w ramach czasu wolnego od pracy aktywność (bieganie, rower, taniec itp.) staje się Twoją wielką miłością. Jak jednak uporządkować swoje życie – rodzinne, zawodowe, towarzyskie – aby znaleźć czas na tę pasję i nie zaniedbać obowiązków i powinności wobec ludzi, z którymi żyjemy?

Wielu z  nas może borykać się z podobnymi problemami, związanymi z tym, że doba (mimo wszystko) składa się z ograniczonej liczby godzin, z których przynajmniej (!) osiem poświęcasz na pracę, sześć lub osiem (daj Boże!) na sen. Rachunek jest prosty – w ciągu dnia masz „na głowie” wiele spraw, które wypada zrobić, załatwić, przygotować. Ot, samo życie. Bez względu na to czy jesteś studentem, świeżo upieczonym pracownikiem, żoną, mężem, dziewczyną itd. – wszyscy mamy coś do załatwienia, a wszystko jest bezwzględnie pilne! Jeśli dodatkowo jesteś tatą lub mamą – wychowujesz młode pokolenie sportowców – Twoja doba (o ironio!) nie wydłuża się.

A samo się nie pobiega, samo się nie pojeździ. Idziesz do pracy i czekasz na swój trening. Myślisz – pobiegam, jak zaśnie (kiedy jednak dzieci zaczną być przewidywalne? – never ever my lord), następnie – pobiegam zanim wstanie – nie chcąc zabierać dzieciom chwil, które mogą spędzić z Tobą. Ile jednak tak pociągniesz?

Byle do treningu

Z nadziejami czekasz na piątek, kiedy być może szybciej opuścisz mury szanownego biura i wskoczysz w swój ulubiony strój (Twój dress code – koszulka z ubiegłorocznego półmaratonu i „szybkobiegi”). Ale, ale… gdzie tak gonisz? Znajomi niewidziani od miesiąca zapraszają Cię przecież na urodziny! Kolejny raz już nie możesz odmówić. Nie wypada i nie bardzo masz ochotę na to, aby usłyszeć: nie interesujesz się przyjaciółmi, tylko byś jeździł na rowerze i nic więcej. Wyluzuj. Napij się drinka i posiedź dłużej niż zwykle.

Wizja nieprzespanej nocy, późnego powrotu i bólu głowy przyprawia Cię o dreszcze. Twoją partnera/partnerkę o dreszcze przyprawiają ciągłe dywagacje o potrzebie kupna nowych butów, roweru, pianki neoprenowej. Boisz się wspomnieć, że w przyszłym miesiącu planujesz dwa starty, co staje się powodem Twojej nieobecności (z przyczyn technicznych – okrutny losie – nie możesz być w dwóch miejscach na raz). Ta z kolei równoznaczna jest z kolejną sprzeczką pod tytułem „w ogóle o nas nie dbasz, treningi są ważniejsze niż my”. Zastanawiasz się dlaczego nikt Cię nie rozumie. Dlaczego nie wspiera? W myślach kręcisz swoje filmy-wspomnienia o tym, jak na mecie witali cię rodzice, przyjaciele, dziewczyna. Byli szczęśliwi tak jak Ty i dumni, że cały w błocie i pocie (krwi, łzach i bólu) dotarłeś do mety. Czy tak nie może być zawsze? Czy znajomych i przyjaciół trzeba skategoryzować i przypiąć im odpowiednie metki: rozumie, nie rozumie, wysłucha opowieści o maratonie, zbędzie temat treningu rowerowego? Czy myślałeś o tym, jaka jest ICH perspektywa? TYCH – obcych niczym z innej planety?

Wyluzuj!

To żadni obcy. W dalszym ciągu – Twoi przyjaciele, znajomi, dziewczyna, mąż itd. I cała ta zabawa, cały ten monolog ma przypominać nam wszystkim – zaprawionym w boju miłośnikom sportów wszelakich, że nasi najbliżsi – biegają z nami, pływają z nami i odbywają nasze treningi. Są one przecież stałym elementem naszej rzeczywistości i dnia codziennego. A oni – chcą czy nie – towarzyszą nam w tym, piorą nasze koszulki i doskonale znają kalendarz startów (niekoniecznie z własnej woli). Są naszymi wiernymi kibicami, a wierny kibic (w domyśle: przyjaciel) stanowi też niejednokrotnie głos krytyczny. Najczęściej jednak jest to głos innego rodzaju, który będzie powtarzał – uparcie, do znudzenia i tylko z tych najlepszych pobudek – daj mi trochę swojego czasu, oddaj jeden trening, abym mógł cieszyć się Tobą tak, jak Ty sam cieszysz się z biegania.

Złoty środek, kochani sportowcy to potrawa, która musi znaleźć się na naszych talerzach 😉 Jako potrawa przed i po-treningowa!


Jadzia

Komentarze