Triathlon Bydgoszcz oczami… Bogusi.

Zawody planowane od dłuższego czasu jako start zdecydowanie nie-treningowy. Dla mnie szczególnie ważny – Bydgoszcz to moje rodzinne miasto. Było więc trochę stresu, bo z nogą od miesiąca coś się działo, i do końca nie chciało odpuścić. Ale ostatecznie, jak to zwykle bywa, na samych zawodach ból chwilowo się gdzieś schował 🙂 No i trzeba było jakoś się trzymać, bo Rodzina dzielnie kibicowała 🙂

 

13668975_1639053696411893_6951743304297266779_n

Nie bardzo wiedziałam, na jaki czas mogę liczyć, bo to debiut na dystansie ¼ (a właściwie mniej więcej ¼, bo biegu wyszło 10,8 km). Było dużo pytań – jak się ustawić na wypadek pralki, jak jechać na rowerze, na ile odpuścić i oszczędzić siły na bieg, jak rozegrać sam bieg, ile pić, ile jeść. Strategia obgadana z Wojtkiem super się sprawdziła – pralki było tylko tyle, ile musiało być, na rowerze udało się nie spalić, a z biegu dało się wycisnąć tyle, ile było można na ten moment.

Ale od początku – podzieleni byliśmy na 6 fal startowych, trzeba było jakoś rozmieścić w czasie 1300 osób, a Brda to dosyć wąska rzeka. Dodatkowo trasa przedzielona była na pół – jedna fala startowała prawą stroną rzeki, poprzednia wracała z nurtem drugą stroną. Pływanie, po raz pierwszy na zawodach, było po prostu przyjemne 🙂 Oczywiście trochę walki na początku było, ale wcześniejsze treningowe starty i przede wszystkim ćwiczenia na Zakrzówku dużo dały, jeśli chodzi o oswojenie z tłokiem w wodzie. Woda w Brdzie zaskakująco czysta, tempo można było śledzić w relacji do przesuwających się pod spodem traw Udało się popłynąć spokojnie i nie zepsuć tego etapu dłuższym zaklinowaniem przez żabkarzy czy błędami w nawigacji.

Strefa zmian zorganizowana bardzo sprawnie – w zamkniętej hali z monitoringiem, dzięki czemu rowery i rzeczy do przebrania były suche i bezpieczne. Zarówno T1, jak i T2, zorganizowane przelotowo – z jednej strony wbieg, z drugiej wybieg – szybko i sprawiedliwie, bo każdy miał do przebycia taki sam dystans.

Trasa kolarska bardzo sympatyczna – długie, proste odcinki z ładnym asfaltem, na dwóch pętlach. Lekko pofałdowana + 2 razy był większy podjazd, trochę przejazdów przez tory, ale generalnie szybka. Drafting jakiś tam był, pewnie niewiele da się z tym zrobić, bo żeby wyłapać wszystkie pociągi, to na 45 kilometrach musiałoby jeździć kilkudziesięciu, a nie kilku sędziów. Ale całkiem bez konsekwencji się nie obyło – w wynikach są widoczne kary czasowe dla kilkudziesięciu zawodników. I dobrze.

Bieg też po dwóch pętlach, wzdłuż rzeki – trochę niespodzianek w postaci fragmentów szutru, podbiegów i… schodów – w górę i w dół 🙂 Ale wszystko rekompensowała ilość i jakość dopingu, bydgoszczanie stanęli na wysokości zadania 🙂

Jeśli chodzi o organizację, impreza przeprowadzona perfekcyjnie. Komentator wbiegał na metę z każdym zawodnikiem i przy każdym zdzierał gardło tak, jakby właśnie padł gol na ME dla Polaków 🙂 Bardzo bogate pakiety, dużo punktów żywieniowych na trasie, fajna strefa regeneracji (ciasto, lody, piwo, owoce, baseny z zimną wodą), wolontariusze mocno zaangażowani i też zdzierający gardło w dopingu. Do tego przez cały czas organizatorzy dopytują się na różne sposoby, co jeszcze można poprawić…

13717257_1639054073078522_3138016017135648517_o

Podsumowując sam wynik – co dało się zrobić, to zostało zrobione. Oczywiście na pływaniu docelowo trzeba pracować nad skróceniem czasu o jakąś połowę 🙂 na rowerze też można sporo urwać. Na biegu tradycyjnie sporo miejsc do przodu (czwarty czas wśród kobiet, do najszybszej strata 1:44), chociaż na pewno można biegać szybciej 🙂

WIELKIE DZIĘKI dla Wojtka za przygotowanie treningowe i wsparcie przed startem. Cały czas podziwiam tę trenerską cierpliwość i intuicję 🙂 i wszystkim za trzymanie kciuków, mam nadzieję, że kogoś z Was wyciągnę do Bydgoszczy za rok, bo impreza bardzo fajna 🙂

Komentarze